Anomalia KIC 8462852.

Strudzony Bodzio ręczną robótką, walką o zdobycie szczytu doznania właściwego dla tych podróżników, alpinistów tworzących swoiste mosty pomiędzy ekranami, na których wyświetlane są treści pornograficzne z wyobraźnią własnych umysłów, zrezygnował ze wspinaczki na rzecz doznań innych niż te, które nie wyniosły go dzisiaj na szczyt góry.

„Prawda jest taka, że jeżeli zwiększamy ilość prób, jest ich coraz więcej to ryzyko wystąpienia niepożądanych zdarzeń wzrasta. Nie trzeba jednak się tym przejmować bo należy pamiętać o pięknej przeszłości a także o tym, że skoro to nam się teraz przytrafiło to prawdopodobieństwo wystąpienia kolejnego mało prawdopodobnego niepożądanego zdarzenia maleje. Reasumując: cieszmy się z tego niepowodzenia!„

Oczom nocnego, alkoholem podlanego wagabundy ukazała się informacja na temat pewnej gwiazdy znajdującej się w gwiazdozbiorze Łabędzia, która to zaintrygowała wielu światłych badaczy, specjalistów od gwieździstego nieba, otoczenia. Oddał się lekturze a jednocześnie w przerwach przemyśleniom:

„Piszą, że to anomalia gdyż w sposób wysoko nieuporządkowany, nieregularny zostaje owa przysłonięta przez jakiś tajemniczy obiekt, obiekty bądź, jakiś śmieć kosmiczny. Nie może to być planeta gdyż ta powinna zasłonić część gwiazdy i to w sposób cykliczny. Nie wspominając już o tym, że spadek jasności owej to powinno być nie 20% lecz jakiś promil. O! Jakaś inna próba wyjaśnienia. Sfera Dysona. Rój Dysona, Satelity Dysona. Cywilizacja inteligentna, która jest na zupełnie innym poziomie jak nasza, według skali Kardaszewa na drugim, potrzebuje już tak dużej ilości energii do trwania i rozwoju, iż zaczyna pozyskiwać ją ze swojej gwiazdy i to w stopniu już niemałym. Wielkim. Buduje pewnego rodzaju solary wokół Słońca i stamtąd zgarnia jego energię , czy jak oni tam Ją nazwali i przesyła tą na swoją planetę, do swoich przetworników energetycznych. No niby się zgadza co tu piszą ale co się dzieje wtedy z klimatem na ich Ziemi, skoro budują wokół niej, jakby nie było energetyczny mur oporowy? A! Tu jest. Ta cywilizacja już może zarządzać pogodą na swojej Terra. Czyli ten mur może jednocześnie i do tego służyć by wpływać na klimat rodzimej w ten sposób by ziemia płodną była. Jest jeszcze jedno rozwiązanie. Sfera Dysona nie do końca takową musi być. To może być co innego. Można również ustawić ustrojstwa tak, żeby nie od strony planety pobierać energię lecz od tej dupnej. Przecież także można wziąć ją od tyłu i obracać, wziąć tą energię znaczy się w sposób bardziej dogłębnie przemyślany.”

Bodzio chwycił szklankę i jej zawartość wlał do swojego gardła. Ciepło zawarte w substancji te czynne składniki rozpoczęły w umyśle budowanie rozkoszy gdy nagle zaświeciła się żółta lampka ostrzegawcza.

„Zaraz, zaraz. Jak my widzimy ich to oni, ta o wiele starsza od nas cywilizacja a co przecież niebagatelne w tym wszystkim, znacznie lepiej rozwinięta, może już od dawna tworzyć porno animacje dla portali rozkoszy, w których to człowiek dominuje nad nią, tamtejszą albo to oni tamci kosmici nas niewolą i biorą w sposób być może jeszcze mniej wyobrażalny. Nie byłoby w tym nic złego bo zapędy kosmicznych gwałcicieli byłyby rozładowywane w ich wyobraźni a nie tutaj w realu tym niemniej poczucie wynikające z tej konstatacji również nie daje tego komfortu, wprost przeciwnie, przecież to wygląda tak, jakby człowiek stał na środku kosmicznej autostrady z wypiętą nagą dupą o czym właśnie w tej chwili zdaje sobie dopiero sprawę. A czy to nie może być tak, wobec tego, że już nieraz został wykorzystany nawet o tym nie wiedząc? Ciekawe w tym wszystkim jest to czy tamci, kosmici, co niektórzy również tam twierdzą, że wzięli w wyobraźni dupę człowieczą bo tak ich prowokowała i wobec tego o żadnym gwałcie mowy być nie może…….. Nie, nie. To nie tak. Tamci to muszą być tymi bardziej wyrafinowanymi i do tego w totalnej większości, przewadze i wręcz wprost przeciwnie jakby nas spotkali twarzą w twarz, to by wręcz nam o tym opowiedzieli czerpiąc z tego wszystkiego dodatkową satysfakcję a nie wykręcając się jak taki tchórz, wręcz debil nielogicznym ciągiem wytłumaczeń, że prowokowaliśmy. Nie. To by było tak: „Szukałem do gwałtu takiej zacofanej, ludzkiej nagiej dupy by ją wziąć bo mnie, właśnie mnie to tak bardzo podnieca a jeszcze bardziej to, że dupa człowiecza, jej dysponenci codzienni nic o tym nie mogli mieć pojęcia. Znowu tutaj nie należy popadać w zbędny pesymizm bo to oznacza, iż teraz skoro ja zdałem sobie z tego sprawę, to kosmicznych zboczeńców chętnych na te człowiecze cztery litery będzie znacznie mniej. Oto jak uratowałem ludzkości dupę! Inna jeszcze sprawa, że tak po prawdzie może z tą anomalią być tak, że my widzimy tam kosmitów, tak jak kiedyś na niebie bogów gdy pioruny rozświetlały to atmosferyczne sklepienie. Eeeee! Nie! To byłoby zbyt łatwe….”

Pogrążony w dociekaniu obserwator jeszcze mniej anonimowy niż się tego spodziewał przed chwilą rozpoczął kolejne poszukiwania po przerwie na kolejną dawkę alkoholu.

„Jakby tak oni by mogli ten tyłek obracać…… Eeeeee. Nieeee…. Chyba nie…. Tamten układ gwiazdy jest oddalony od Ziemi o jakieś 1480 ly. Co to jest? A! Jest. Ly to rok świetlny. Rok świetlny to plus minus 9,4 biliona kilometrów. 9,4 biliona kilometrów razy 1480. Jezu! Co za liczba! Zaraz, zaraz. Stąd do Szarm asz Kebab Szajch jest 3200 km!”

Coraz bardziej strudzony otaczającą go rzeczywistością, rozmiarem „wszech” problemów, wlał w siebie dawkę płynu z kodem właściwym dla swoich z niej oczekiwań.

„Czyli upraszczając sytuację: 9,4 biliona kilometrów razy 1480 to można śmiało przyjąć, że jest to powiedzmy nowa jednostka astronomiczna, którą ja sobie nazwę: Wielką Charakterystyczną Uproszczoną Jednostką w skrócie: W.CH.U.J. To znacznie uprości. 9,4 biliona kilometrów razy 1480 równa się W.CH.U.J. Oooo. Uffff. Czyli bezpiecznie? Sprawdźmy to. Czy 1 W.Ch.U.J gwarantuje bezpieczeństwo przed obracaniem? Zaraz co tutaj jest? Kwantowa komunikacja? Telefon? Przekazanie informacji pomiędzy cząstkami, która nie jest informacją na odległość znacznie większą…. Na koniec Wszechświata w tej samej chwili?! O rzesz! WTF! Toć najmniej jest to straszne i niesprawiedliwe jednocześnie!”

Wstał i wlał z butelki płyn do szklanki wypełniając ją do połowy. Wielki łyk.

- Jadźka wstawaj! Trzeba się zabezpieczyć bo kosmity gwałcą! Wstawaj! Ubieraj się i wstawaj!

Z sypialni znajdującej się piętro wyżej dobiegł dźwięk oznaczający gwałtowne otwarcie drzwi.

- Zamknij twarz pijaku! Wiesz, która jest godzina?! Bodzio pijaku do wyra! Koniec chlania!

- Jakie to ma znaczenie!? Jadźka! Ja mówię o Anomalii KIC 8462852. Są tam kosmici, którzy podglądają nas poprzez splątanie kwantowe!

- Bodzio, Bodzio. Ty tępy pijaku! Splątanie kwantowe, tak nie prześlesz obrazu!

- Jesteś Jadźka pewna? Widziałaś nasz nowy z kablówki dekoder?

- Absolutnie tak! Nie ma takiej możliwości. To cząstki miedzy sobą a gdy my się o tym dowiemy to musimy i tak chwycić za radio i zadzwonić, iż u nas jest to taki Adaś a tam Basia, chociaż już samo znalezienie tutaj to… ale to nie ma nic wspólnego! Idź w końcu spać! Nie pozwalasz zasnąć!

- A to dobrze. Uspokoiłaś mnie. Nie zawracaj mi więcej głowy! Idź spać i nie przeszkadzaj. W końcu ktoś czuwać musi byś spać mogłaś ty. Doceń to Jadźka a nie mi głowę zawracasz, pierdołami ziemskiej wagi!

Drzwi od sypialni zamknęły się za panią domu o zdarzeniu, którym to została przesłana informacja na dół w postaci Wielkiego Huku.

„ Ta Jadźka to nawet mądra kobieta. Jutro kupię jej kwiatek. Mądra i kochana. Zaraz! Teleportowanie cząstki. Możliwość teleportowania całego człowieka!? O rzesz cholera jasna! To oni nie tylko nas mogą podglądać ale fizycznie się tu zjawić i do tego wykorzystać a potem czmychnąć jak ten szybki Lopez! No i co z tego, że dla nas jest to niewyobrażalne, że stan się zawali od razu bo jakiś makrokaszy się połączy z mikroryżem. Oni tam „erotyzują” się tysiąc lat dłużej najmniej niż my teraz! Kto wie co zboczeńcy tam wyrabiają?! Jak mogli się teleportować i gwałcić to, to zrobili i zgwałcili. Nie z prędkością światła? Nie z większą niż światło? Dzisiaj nie ale nawet jak nigdy nie to marnym w tym wszystkim jest pocieszenie profesorka, że nie z prędkością światła! Jakie to dla takiego zboczeńca ma znaczenie? Jak go zastało gdy z chcicą wylatywał tak z tą samą przyfrunął!”

Zawartość butelczyny skończyła się co jedynie przysporzyło bardziej negatywów niż pozytywów uczestnikowi nocnych zdarzeń.

- Jaaaadźkła! Jaaaaaadźkła!

Darł się tak przez pół minuty gdy nagle światło zgasło. Głowa stała się tą ciężką i opadła…..

Obudził go chłód a on do kubła śmieci przytulony, który na jego szczęście i nieszczęście znajdował się na zewnątrz domu pod wiatą. Na szczęście bo nie spaliło go Słońce, na nieszczęście bo w cieniu jeszcze zimniej niż w zasięgu działania rodzimej gwiazdy. Uczucie potężnego kaca powoli zaczęło ustępować a może nawet wzmacniać lęki i idące za nimi przemyślenia:

„Nie wiadomo co ze mną robili. Dupsko boli….. Jezus! Jak ważne jest właściwe zadanie pytania! Zostałem teleportowany! Oni jednak to robią! Jezus! Co teraz!? O! Nie, nie! Jak to było? Jeżeli ja zostałem teleportowany z miejsca A do miejsca B, które ewidentnie jest kiblem to w miejscu A, w salonie zostałem unicestwiony. Zabity. Ja umarłem! Ja nie żyję! A tutaj z martwych wstałem? A może jestem dalej oryginałem?! Oj, oj ale mi narobili te kosmity!”

Bodzio podniósł się powoli korzystając z podparcia jakie dały mu kubły na śmiecie o mało się nie wywracając. Ruszył w kierunku wejścia głównego do domu budząc niemałe zainteresowanie sąsiadów, którzy w oknach obserwowali powrót zmarnowanego i to w samych majtkach. Wszedł do domu i tutaj przyjęła go małżonka stojąc naprzeciw drzwi i popijając niespiesznie kawę:

- No!? I co narobiłeś? Cała dzielnica ma z ciebie teraz „polewkę” pijaku! Co zrobiłeś?!

- Ja?

- A kto Bodzio chlejtusie? Ja?

- Jadźka, Jadźka. Nie ogarniasz rzeczywistości nawet na poziomie podstawowym. Skąd wiesz, że ja to ja?

- Wytrzeźwiej matole!

- Mam na myśli to, że….. no…… Po prostu upraszczasz raz za bardzo, innym zbyt bardzo komplikujesz.

- Idź się umyć, oporządź i trzeźwiej chlaczu! Opij mordo!

- Ja czyli kto? Jadźka bo to poważne pytanie! Ja czyli kto? A jakbym się tak, jakbym…. Mnie by teleportowali? I co wtedy?

-A kogo by to pijaku obchodziło? Pijak to pijak. Dalej byłbyś ochlejmordą i pijakiem!

- I tutaj widzisz….. O masz…. Nie miałabyś żadnych teologicznych, filozoficznych problemów?

Mężczyzna trzęsącą się dłonią wskazał krzyż powieszony nad drzwiami.

- Widzisz taki paradoks! Anomalia pijacka! Pijak zawsze będzie pijakiem! Taki oryginał!

- Jadźka, Jadźka. Jaka anomalyja? Alminia? O co cię chodzi?

- Twoja matka urodziła, jak się okazało jedynaka, taką anomalię w 84 roku 6 lutego o 8: 52. Anomalię społeczną i psychiczną!

- Co ty gadasz? Ty wiesz na co się porywasz?! Bo nie wytrzymię jak tu stoję!

- Przynajmniej coś jeszcze stoi co jest z tobą związane!

Kobieta uśmiechnęła się. Spojrzała pół nagiemu mężczyźnie prosto w oczy i ruszyła w kierunku kuchni. Bardziej sprawny obserwator od tego trzeźwiejącego mógłby gdyby się przyjrzał uważniej jej odsłoniętemu ramieniu dostrzec tam wytatuowane kropki, które swoim symbolicznym ułożeniem przypominają konstelację łabędzia.

- Nic nie rozumiesz! Nie wytrzymię! Idę po flaszkę przy tej niedzieli jako odpowiedź na to całe twoje chamstwo!

- Niech moc będzie z tobą! – Gdy wypowiedziała te słowa spojrzała na kolejne zdjęcie w albumie rodzinnym.

„Ciekawa jestem za co ten gołodupiec kupi sobie tego ogłupiacza?”

 

 Wspawane z Wikipedii.

Przestrzeń to iluzja.

Płomienie wydostające się spomiędzy drewienek, suszu, dym przypominały jemu żywioł przed, którym musiał uciekać wraz z całą rodziną, grupą. Wielu nie przetrwało i zostało uwięzionych w miejscu, które oznaczało koniec drogi poszczególnych wczesnych dla tego gatunku obserwatorów. Tym niemniej tutaj w tak ograniczonym i małym miejscu powoli strach zaczął ustępować fascynacji a ten, który był w stanie wzniecić go na żądanie od tej pory cieszył się uznaniem godnym największych wojowników.

Stojąc nad jednym z urwisk człowiek dostrzegł niesamowitą siłę i potęgę, która emanowała jasnością jedyną w swoim rodzaju. Ta powtarzalność i nieustępliwość tego majestatycznego zjawiska musiała wielu utwierdzić w słowach innych, mędrców, że Słońce jest jednym z bogów. Tak samo jak pojawiające się niemalże znikąd pioruny musiały być oznaką działalności jednego z tych nadprzyrodzonych, nieodgadnionych.

Moc Słońca jednak okazała się tą niewystarczającą by dorównać temu, który wcześniej stworzył zarówno gwiazdę jak i planetę. Ludzie głoszący tą wiarę umieścili człowieka w centrum wszechświata. Gdyż jeżeli w jego imieniu pojawił się na Ziemi prorok, syn, który niósł informację o zadziwiającym, równoległym, specyficznym świecie….. Człowiek logicznie myślący mógł a nawet powinien stwierdzić, że skoro na tej jedynej planecie pojawił się gatunek godny żyć u boku swojego stworzyciela w świecie zarezerwowanym dla tych co umarli to planeta Ziemia jest tą szczególną w całym Wszechświecie i właśnie to wokół niej krąży także Sol.

Pojawił się ten, który obserwując najbliższe nasze otoczenie znalazł również metodę i język by opisać to, że Ziemia krąży wokół Słońca.

Człowiek zbudował sobie specyficzne narzędzia dzięki, którym opis rzeczywistości staje się coraz bardziej szczegółowy. Odkrycie Mechaniki Kwantowej to skok ludzkości w inną, bardziej rozwiniętą epokę.

Obserwując Słońce, korzystając z dostępnych metod homo sapiens zauważył, że znajdują się tam cząstki, które na siebie wpadają i tworzą inną. Dzięki tej syntezie powstaje energia, która jest wyświetlana w postaci jaką jesteśmy w stanie tutaj na tej planecie dostrzec „gołym” okiem.

Jednak siły konieczne do pokonania odpychania kulombowskiego jąder atomów, żeby mogła zaistnieć przedmiotowa synteza występują przy znacznie wyższej temperaturze co na wprost wynika z praw termodynamiki. Tą barierę cząstki pokonują dzięki zjawisku nazywanym potocznie Tunelowaniem Kwantowym lub konkretnie: Zjawiskiem Tunelowym lub Efektem Tunelowym.

Spotkałem się z opisem porównującym to do systemu podawania cegły na drugie piętro przy pomocy ludzi, którzy po kolei podają sobie ją tworząc swoisty pas transportowy. O ile na schodach prowadzących na parter i drugie piętro stoją ludzie i podają sobie ową, tak na schodach prowadzących na pierwsze piętro, prowadzące do niego pół piętro nie ma nikogo kto by mógł kontynuować transport a mimo wszystko ta pojawia się na schodach prowadzących na drugie piętro i tam do tego jej transport przyspiesza jeszcze bardziej…

Bez wątpienia odkrycie Mechaniki Kwantowej odpowiedziało na wiele pytań ale jeszcze więcej ich wyprodukowało.

Ten mikroświat jest pełen zdarzeń, których na co dzień tutaj nie obserwujemy. Gdy Szanowny Czytelniku czytasz te słowa z pewnością, z wielkim prawdopodobieństwem wiesz, że obraz, telewizor, ściana, szyba, która znajdowała się za Tobą gdy siadałeś do tej elektronicznej (mam nadzieję w dalszym ciągu) przyjemności dalej się tam znajduje. Z tymi małymi cząstkami jak zapewne wiesz jest tak, że pojawiają się na chwilę gdy je znajdujemy gdy bardzo szybko powtórzymy ten zabieg powinniśmy znaleźć ją gdzieś w pobliżu. Gdy poznamy jej położenie, określenie jej pędu będzie trudne gdyż jest on dowolną teraz wartością. Tracimy możliwość określenia jego z dowolną dokładnością nie z powodu tego, iż dysponujemy swoistą  nieaktualną aplikacją na komórce ale właśnie dlatego, że taka jest natura rzeczy.

Gdy uda nam się splątać dwie cząstki nazwijmy je: A oraz B i wysłać jedną z nich na przykład na Księżyc to w chwili gdy dowiemy się, iż ta nasza jest w stanie AA to ta na Księżycu z pewnością jest w tym BB.Teoretycznie gdyby nam to się udało zrobić dowiedzielibyśmy się, że ewentualna informacja o naszym znalezieniu stanu cząstki na Ziemi została wysłana na Księżyc z prędkością większą od światła.

Jak mogło do tego dojść? Przecież nic nie jest w stanie poruszać się z prędkością większą od światła?

Wiemy, że opis natury przedstawiony przez Einsteina jest już często potwierdzony, rzetelny a mimo to w zetknięciu z tą Mechaniką Kwantową wszystko przestaje do siebie pasować.

Powstała Teoria Zmiennych Ukrytych, Nielokalna Teoria Fali Pilotującej, z której to wynika, iż prędkość każdej cząstki zależna jest od wszystkich cząstek Wszechświata, ich położeń a znany i promowany przez zwolenników standardowej mechaniki kwantowej kolaps funkcji falowej nie zachodzi ale dotyczy jedynie zawężonej analizy pomiaru.

*Fizycy Shinsei Ryu z University of Illinois i Tadashi Takayanagi z University Kioto wykazali, że istnieje związek pomiędzy geometrią czasoprzestrzeni a splątaniem. Rozwijając efekty ich pracy fizycy Juan Maldacena z Institute for Advanced Study w Princeton oraz Leonard Susskind ze Stanford University poszli dalej stwierdzając, że splątane czarne dziury mogą tworzyć tunel czasoprzestrzenny zgodny z OTW.

*Balasubramanian zastanawia się: „ Być może to, co uważamy za grawitację i czasoprzestrzeń, to tylko pewien sposób postrzegania splątania kwantowego?”

*Przy okazji polecam cały artykuł Scientific American numer 2 z Lutego 2017 roku, który również nawiązuje do tego co chciałbym w tym miejscu napisać:

„Splątanie w czasoprzestrzeni. Być może dzięki projektowi IT FROM QUBIT uda się stwierdzić, czy przestrzeń i czas wyłaniają się z kwantowego splątania drobniutkich bitów informacji” – Clara Moskowitz.

Dla ludzi takich jak ja ekscytujących się, kibicujących fizykom zajmującym się Mechaniką Kwantową ale też przecież walką o jak najbardziej szczegółowy i rzetelny opis rzeczywistości ten projekt musi oznaczać również wzmocnienie marzenia, że kiedyś powstanie Teoria Wszystkiego. Jestem przekonany, że ona odpowie na wiele pytań ale również zada ich jeszcze więcej, jak na porządną Teorię Wszystkiego wypada :)

Osobiście przywiązany jestem do hipotezy związanej z mikro tunelami czasoprzestrzennymi, podobnymi do tych Einsteina-Rosena. Uważam, że stanowiłoby to proste lecz nie za proste wyjaśnienie wielu paradoksów, chociażby tego związanego z prędkością przepływu informacji pomiędzy dwoma splątanymi cząstkami z tą większą od tej światła z czym też mierzy się wspomniana wyżej teoria. Z zastrzeżeniem, że nasze wyobrażenie tego tunelu, wizualizacja najprawdopodobniej nie ma nic wspólnego z tym co widzimy na popularnych grafikach. Przy okazji wszystkie znane mi dotychczasowe dobrze uprawdopodobnione teorie w interesującej nas tutaj dziedzinie nie zostaną osłabione. Ta hipoteza nie wyklucza silnych teorii.

Wbrew tytułowi powyżej nie uważam, że przestrzeń nas dotycząca tutaj jest iluzją. W końcu oznaczałoby to wielki niepokój na rynku nieruchomości:) co z pewnością wpłynęłoby na całą światową gospodarkę ale w mikroświecie byłoby to nie pierwsze nieintuicyjne znalezisko.

Wyobraź sobie, że cała przestrzeń Wszechświata jest na poziomie zarezerwowanym dla najmniejszych porcji poprzecinana wielką ilością tuneli, które na przykład mogą powstawać w chwili splątania cząstek. Te ukryte wymiary zarezerwowane jedynie dla przepływu informacji nie są ograniczane, zależne od odległości jakimi my opisujemy Wszechświat. Informacja o zdarzeniu na tej planecie może być przekazana na koniec Wszechświata natychmiast bez zrzucenia z piedestału mistrza prędkości. Światła. „Podróżuje” ona przez znacznie krótszą ”drogę”, odległość niż ta, którą my postrzegamy jako tą adekwatną dla rozmiarów tegoż.

Osobiście wierzę, że poznanie tego rozwiązania, tej Teorii Wszystkiego zaprowadzi nas do kolejnego poziomu możliwości próby opisu Wszechświata. W końcu w czymś ten nasz się znajduje, rozszerza i przestrzeń tamta jest najmniej intuicyjną rzeczą z jaką przyjdzie nam się kiedyś zmierzyć. Tutaj przyzwyczajeni do skończonych rozmiarów rzeczy, samochodu, domu, działki, miasta, państwa, kuli Ziemskiej a nawet Wszechświata, który się poszerza ale jesteśmy sobie w stanie wyobrazić, iż posiada jakieś granice tak przestrzeń, w której to się dzieje nie ma początku ani końca, do których tak bardzo jesteśmy przyzwyczajeni i nigdy nie miała.

Przy założeniu, że nasz gatunek ludzki dalej będzie trwał, ta nasza chęć do zdobycia wiedzy o tym co nas otacza, ten postęp jaki dokonujemy od początku naszego powstania sprawia, że właśnie dla niego chciałbym żyć znacznie dłużej niż będę miał możliwość.

Gdzieś tam jest przestrzeń, która nie ma początku, nie ma końca, to zarówno dotyczy wymiarów tejże jak również czasu. To istnieje bez początku i końca do których to granic jesteśmy bardzo przyzwyczajeni. Istnieje od zawsze bez żadnego początku.

Szkoda, że najprawdopodobniej za jakieś sześćdziesiąt lat nie stanę obok mojego już wiekowego Synka i razem nie będziemy patrzeć na gwiazdy. Wszystko wskazuje na to, że Słońce, Wszechświat, to w czym on się znajduje będzie już wtedy znacznie precyzyjniej opisane, co przy okazji stworzy kolejne jeszcze bardziej ekscytujące pytania.

NIECH MOC BĘDZIE Z WAMI!

Kadr z filmu Interstellar.

Człowiek. Wolna Wola.

Jeżeli zobaczysz i zainteresujesz się Mechaniką Kwantową, jeżeli właśnie dlatego nie zwróciłeś na nią uwagi, prędzej czy później jest prawdopodobne to, iż zaczniesz ją zwracać również na tego specyficznego Obserwatora, to co czyni go niepowtarzalnym, jedynym na naszej planecie ale również w znanym nam, obserwowanym układzie Słonecznym, Wszechświecie.

Można odnieść wrażenie, że wielu komentujących obecne wydarzenia właśnie zakończyło pętlę wątku i niewielu z dotykającej ją rzeczywistości zewnętrznej wyniosło, gdyż zostali tak zaprogramowani, żeby nie być w stanie „wgryźć” się w temat dalej niż to zostało przewidziane w programie.

Obserwator, który stosuje ten sam schemat, sprawdzony wcześniej na poziomie możliwości analizy zacieśnionej do danej, jednej pętli wątku z dostępem właśnie do informacji, które jedynie mogą z niej, niego wynikać, jego osądy rzeczywistości zewnętrznej stykającej się z tym wątkiem pętli, w którym tkwi nie muszą ale mogą i często prowadzą do błędnych wniosków wynikających z jej oceny gdyż sama rzeczywistość go otaczająca (pętlę wątku, w której tkwi) składa się ze znacznie większej ilości zmiennych niż te do, których przedmiotowy się przyzwyczaił i jest w stanie przewidzieć.

Nie zawsze trzymając w ręku młotek każdym problemem będzie gwóźdź, który tak bardzo chcemy wbić licząc na to, że problem zostanie rozwiązany. Problem ten nie zostanie rozwiązany zgodnie z oczekiwaną jakością. Na przykład: Zabita żona nie będzie przeszkadzać ale właściwy obserwator najprawdopodobniej trafi do miejsca, które nie było celem jego podróży gdy dany ją rozpoczynał.

Leonard Mlodinow twierdzi, że gdy porównujemy siebie z psami, innymi zwierzętami zakładamy, że tą główną różnicą, która nas wyróżnia ponad inne gatunki jest inteligencja, która to można założyć służy nam do tworzenia więzów społecznych i właśnie to inteligencję społeczną powinniśmy uważać, jako tą, która nadaje nam specyficzne i niepowtarzalne cechy dzięki, którym doszliśmy w swojej ewolucji, aż do tego dzisiejszego miejsca.

*”Jedną z miar Teorii Umysłu jest intencjonalność. Istota zdolna do refleksji nad własnym stanem umysłu, przekonaniami i potrzebami, jak podmiot zdania: „Mam ochotę na pieczeń mojej mamy”, wyraża tak zwaną intencjonalność pierwszego stopnia. Większość ssaków mieści się w tej kategorii. Ale wiedzieć coś na swój temat to zupełnie co innego niż wiedzieć coś na temat drugiej osoby. Intencjonalność drugiego stopnia definiuje się jako zdolność wyrażania przekonań na temat stanu umysłu kogoś innego, jak na przykład w zdaniu: „Wydaje mi się, że syn ma ochotę na moją pieczeń”. Intencjonalność drugiego stopnia to najbardziej podstawowy poziom Teorii Umysłu. Cechę tę przejawiają wszyscy zdrowi ludzie, a w każdym razie po porannej kawie. Jeśli wykształcisz w sobie intencjonalność trzeciego stopnia, dasz radę pójść o krok dalej i przewidzieć, co ktoś myśli na temat czyichś pragnień, na przykład: „Sądzę, że moja mama uważa, że mój syn ma ochotę na jej pieczeń”. Jeśli potrafisz iść jeszcze o krok dalej, czyli konstruować przemyślenia w postaci: „Mój przyjaciel Stefan sądzi, że moja córka Oliwia uważa, że jego syn Janek ma ją za osobą atrakcyjną”…. to osiągnąłeś poziom intencjonalności czwartego stopnia, i tak dalej. Ubranie intencjonalności czwartego stopnia w zdanie generuje dość złożoną konstrukcję, jeśli jednak zastanowisz się nad nią przez chwilę, dostrzeżesz zapewne, że dość często masz takie przemyślenia, ponieważ są one nieodłącznym składnikiem więzi międzyludzkich”

Człowiek, obserwator, jesteśmy tymi, którzy rejestrują, przetwarzają i analizują zawsze wydarzenia, zjawiska, które wystąpiły w przeszłości ale jednocześnie zastanawiamy się i jesteśmy zainteresowani odkryciem tego co przyniesie przyszłość.

Wielu z nas zdaje sobie z tego sprawę, że dzisiaj tworzymy, współtworzymy jutro. Zwiększamy albo obniżamy prawdopodobieństwo zachorowania na raka, zwiększamy albo obniżamy prawdopodobieństwo tego, że życie na emeryturze będzie bardziej lub mniej znośne.

To co pozwala nam żyć w jakimś komforcie to również specyficzne programy, które nazywamy: „Nadzieja” i „Marzenia”.

Przybysz z obcej planety, który nie znałby naszej historii a dysponowałby odpowiednią, hipotetyczną technologią dzięki, której mógłby odczytać czego dotyczyły danych obserwatorów nadzieje, marzenia na przestrzeni dziejów zebrałby wystarczające informacje do opisu tego co przeżyliśmy i jaką drogę przebyliśmy w zależności od uwarunkowań również geograficznych.

Postrzeganie świata, nadzieje i marzenia determinowane są miejscem i sytuacją w jakiej się znaleźliśmy.

Wolna wola to moim zdaniem nic innego jak nazwa, która określa potencjał jakim dysponujemy.

To w jakim stopniu złożoności jesteśmy w stanie opisać rzeczywistość, postrzegać ją, determinuje wielkość wolności jaką możemy osiągnąć ale czego również będą dotyczyć w danej dziedzinie i czasie nadzieje, marzenia.

Obraz, który powstanie z tego opisu, im więcej będzie zawierał informacji tym większą będziemy dysponować możliwością korzystania z wolności jaką niewątpliwie każdy z nas w jakimś stopniu dysponuje.

Innymi ograniczeniami, które nas dotyczą to prawa fizyki. To nie tylko dlatego, że mózg dzięki, któremu mogę pisać te słowa  a Ty właśnie je czytać (przepraszam :)) ma jakieś ograniczenia.

Te, które nas otaczają, dzięki, którym żyjemy nie pozwolą nam najprawdopodobniej zrealizować tych największych i nieobliczalnych marzeń. Nadzieja, że się je zrealizuje jest tą płonną.

Póki co nic nie wskazuje byśmy mogli oderwać się od ziemi i tak jak stoimy udać się na Księżyc.

Moim szalonym marzeniem jest to, żeby kiedyś siedząc w bardzo wygodnym miejscu na Księżycu obserwować, sącząc jakiegoś dobrego drinka, Planetę, na której się urodziłem.

Jaka jest szansa, żeby zrealizować to marzenie? Czy można mieć nadzieję, taką racjonalną nadzieję, że kiedyś zrealizuje się to marzenie? Moim zdaniem obecnie jest ona (szansa) coraz mniejsza bo przecież niezależna jedynie ode mnie.

Programy: „Nadzieja”, „Marzenia” muszą sobie również radzić w warunkach, w których się znajdziemy i są one bardzo różne na całym globie.

Dziecko w syryjskim mieście, które ujdzie z życiem, z bombardowania tych co niosą pokój i nadzieję innym niż jemu prawdopodobnie będzie również marzyć o normalności, o czymś zupełnie mniejszym i mniej wyrafinowanym niż to co chce uzyskać mój Synek, który wiele z marzeń tego Syryjskiego dziecka traktuje jako pewnik i standard w życiu codziennym tutaj w Polsce.

Inni gdzieś w Afryce marzą, mają nadzieję na lepszą przyszłość, że kiedyś znajdą się w miejscu, które podziwiają dzięki elektronicznym urządzeniom. Gdzie codziennym problemem nie jest walka o życie, jedzenie, wodę.  Tym miejscem często jest Europa.

W Europie również wielu ma nadzieję, że nie wpuszczenie „ich” do Europy załatwi wszelkie Jej problemy teraz i w przyszłości, niezależnie od tego co będzie działo się w Afryce i na Bliskim Wschodzie.

Tutaj również ja mam coraz bardziej przyziemną kolejną nadzieję, żeby przetrwać w stylu i komforcie obecnie uzyskanym.

W serialu Westworld istnieją programowane Hosty, roboty, które świadczą usługi gościom, tym, którzy odwiedzają rozległą krainę, w której to urządzenia te odgrywają zaprogramowane role, w wielowątkowej scenerii Dzikiego Zachodu.

Jedna z bohaterek, właśnie Host gdy odkryła kim jest grożąc stwierdza, że to co mamy my ludzie w czaszce zbytnio nie różni się od tego co mają one.

Trudno nie odnieść wrażenia, że właśnie ta hipotetyczna różnica, kiedyś w przyszłości gdy stworzymy inteligentne istoty podobne do nas, będzie bardzo mała, a ta może okazać się tą nie na naszą korzyść. Maszyny mogą uzyskać w przyszłości inteligencję wielokrotnie lepszą niż nasza między innymi właśnie dlatego, że ich inteligencja społeczna, poziom intencjalności dzięki o wiele wyższym możliwościom obliczeniowym może być inna, bardziej złożona i wyższej jakości niż nasza.

Gdybyśmy w hipotetycznej wielowątkowej krainie, umieszczonej gdzieś na dzikimi zachodzie mieli, póki co o wiele mniej rozwiniętym, bez błędu w kodzie dzięki, którym staną się lepsze od nas maszynom zaproponować życie w demokracji i przeprowadzić eksperyment nawiązujący do naszej ludzkiej  teraźniejszości  to jeden z wyników eksperymentu mógłby nas doprowadzić do takiego podsumowania wydarzeń:

Ostatnio wielu robotom na tej planecie, które mają nadzieje na lepszy byt powiedziano, a one w to uwierzyły bo uwierzyć musiały, że za wszystkie ich problemy odpowiada państwo. To nie jest ich wina, że źle zainwestowały pieniądze, że dysponują niewystarczającymi kwalifikacjami by dostosować się do zmieniającego świata ale winne jest właśnie bezsilne państwo.

Robotom powiedziano a one w to uwierzyły, iż nadciąga kataklizm bo państwo jest słabe.

Co będzie w sytuacji, w której okaże się, iż rzeczywistość jest  tą o wiele bardziej skomplikowaną od tej przedstawianej w kampaniach wyborczych, referendalnych?

Jeżeli historia ludzi w tym eksperymencie ma się powtórzyć to najpierw będzie trzeba znaleźć winnych tego, że się nie udało mimo, że „chcieliśmy” i „próbowaliśmy”.

Winnymi będą spiskujące globalnie roboty, którzy tamci robo-politycy nazwą: Lewakami, Żydami, Meksykanami, Muzułmanami, Polakami i innymi często robo-emigrantami zarobkowymi, pieszczotliwie nazywanymi przez jedynie wiedzących o najprawdziwszej z prawej prawdy robotów: „śmieciami”.

Co będzie dalej, jak i to nie wystarczy?

Nawiązując do historii ludzi, (jak zwykle do nieuczciwej analogii)  to co może się stać gdy są zbyt bardzo rozbudzone nadzieje, tutaj na lepsze jutro, niż pozwala na to otocznie i istniejące ograniczenia – roboty, którym powiedziano a one w to uwierzyły bo uwierzyć musiały, jakiś czas temu zaczęły masowo na strzelnicach i przy piwku przygotowywać się do nadchodzącego końca, apokalipsy. Paradoksalnie może okazać się, że właśnie to te urządzenia rozpętają piekło (korzystając z błędu kodu), o którym tyle między sobą i nie tylko rozmawiają, iż nadchodzi.

Jak będzie w świecie zarządzanym przez ludzi?

Niewątpliwie już znacznie wcześniej rozbudzane i kreowane przez polityków ale też przez związane z nimi grupy interesów potrzeby i tu nadzieje, nie zostały wątki te zakończone spodziewanym sukcesem i wielu poczuło się oszukanych niedoskonałością starego systemu i zagłosowało w nadziei na ten Nowy. Czy Nowy Porządek będzie dla nich lepszy?

Czy człowiek, który zbudował wielomiliardowe imperium w starym porządku, korzystając z imigrantów zarobkowych to ten, który spełni oczekiwania na niego głosujących?

Osłabiony swoją siłą program w moim mózgu o nazwie „nadzieja” ma prawo w pozostałym, bardziej racjonalnym otoczeniu funkcjonować?

Mimo wszystko mam nadzieję, że tak. Mam nadzieję, że ludzkość uniknie kolejnej wielkiej tragedii.

Mam nadzieję, że przetrwamy. W końcu powinniśmy wyczuwać swoje lęki i obawy. Różnimy się przecież od mniej rozwiniętych ewolucyjnie zwierząt, nie wspominając o tym, że chyba powinniśmy być jako gatunek tymi bardziej ambitnymi od tych hipotetycznych Hostów, które stworzymy w przyszłości i będą częścią naszego eksperymentu. To my napiszemy im historię, przeszłość, którą będą wspominać.

Dysponujemy Wolną Wolą, jesteśmy w stanie racjonalnie myśleć no i różnimy się, i to bardzo od bezdusznych, pozbawionych emocji robotów, którym można wgrać program samozagłady i zgodnie z nim, niezależnie od swojego interesu gdy wciśnie się odpowiedni guzik popełnią samobójstwo, tudzież samoeliminację.

Taką mam nadzieję i w to chcę wierzyć. W końcu rzeczywistość zewnętrzna jest tą o wiele bardziej skomplikowaną od tej, którą jestem w stanie opisać. Sam ograniczony jestem emocjami :) , tym co widzę i przeżywam na co dzień.

NIECH MOC BĘDZIE Z WAMI!

 

*Nieświadomy mózg. Jak to, co dzieje się za progiem świadomości, wpływa na nasze życie

Dni, ludzi, którzy chcą się spotkać.

Nadchodzą Święta, które śmiało można również postrzegać jako te, które mogłyby być również nazywane: Świętem Ludzi, Którzy Chcą Się Spotkać.

W ostatnich ciężkich dla nas czasach to ważne, że często nie rezygnujemy z tych spotkań.

To nieważne z kim, nieważne jakie ma przekonania religijne, nieważne jakiej jest orientacji seksualnej a najważniejsze w ostatnim czasie: Nieważne na kogo głosował.

Ważne byśmy dalej ze sobą rozmawiali.

Czasem być może najlepszym rozwiązaniem jest umowa, że polityki w te dni nie będzie. Założę się, że wynik tego eksperymentu może wprawić w zdumienie wielu. Okaże się, że gdy przestaniemy przyglądać się nieidentycznym liczebnikom, pozostaną wspólne mianowniki, którym tutaj można nadać nazwę: „Życie”.

Paradoksalnie dla wielu, nie ma dla nas nic ważniejszego. Reszta to szczegóły, z których nie warto budować murów.

Życzę Wam, żeby nadchodzące dni upłynęły w spokoju. W atmosferze miłych spotkań i rozmów. Bo to chyba jest w te dni podstawową potrzebą każdego z nas.

To są Dni Ludzi, Którzy Chcą Się Spotkać.

 

Niech MOC BĘDZIE Z WAMI!

Człowiek, który wierzy.

- To lubimy mówić: „wy niewierzący macie lepiej od nas! Tak! Właśnie to wy jesteście bliżej boga. My wiedząc, że on istnieje, znając dekalog, są wobec nas większe wymagania.….”

- Doprawdy? Jakoś mi to nie przeszkadza, że mam lepiej a wy gorzej tym niemniej cierpiąc to wy, jest to całkiem uprawnione, możecie być przekonanymi o tym, że życie wasze się nie kończy. Te cierpienia to jedynie etap….

- Możesz się przydać. Przyjedź. To tylko około pięćdziesiąt kilometrów stąd.

- Wiele razy już odmówiłem. Nie jestem w stanie nikomu pomóc. Jestem na to za słaby. Byłem tam kiedyś. Co ja im powiem? To, że te cierpienia, to wszystko jak kończą nie ma większego znaczenia poza tym co właśnie odczuwają? Zanim przestaną istnieć, już teraz wszyscy chcą o nich zapomnieć? Jak w końcu umrą, ulżą wielu? Będą pamiętać o nich ich dzieci. Reszta, ci następni nawet nie będą wiedzieli o ich istnieniu, że kiedykolwiek istnieli. Tyle jest warta ich walka o życie. Być może nastrój powinna poprawić im nadzieja, że jak wytrwają i nie popełnią samobójstwa to trafią do lepszego świata, który jest iluzją stworzoną przez mózg dla poprawy poczucia bezpieczeństwa istnienia. To mam im powiedzieć? Poczują się lepiej?

- Tym razem przyjedź. Dowiesz się czegoś. Zobaczysz. Polać?

- Pewnie.

- Zgadzam się z tobą, że może być tak, że Wszechświat rozszerza się w pewnej przestrzeni, z której jakiejś części powstał, chociaż wielu wierzy w to, że ewolucja jego, tuż przed Wielkim Wybuchem rozpoczęła się od osobliwości. Miejsca, w którym przyspieszenie grawitacyjne i gęstość materii są nieskończone. Jedno nie wyklucza drugiego.

- Powiedz mi w takim razie gdzie tu miejsce dla boga? Tak…. wiem… Wielki Wybuch mógł być spowodowany różdżką demiurga. Ale co było przed? A jak w tej przestrzeni był nasz, Wszechświat, w którym się znajdujemy, początek, to co było przed tą przestrzenią? Z pewnością dojdziemy do momentu gdzie będziemy mówić o swoistej osobliwości gdzie czas nigdy się nie zaczął ale również nie skończył, po prostu był chociaż nie mógł dotyczyć tego naszego Wszechświata bo on jeszcze nie zaczął powiedzmy kiełkować. Wielu kreacjonistów zbywa tą zagadkę stwierdzeniem, iż jest to najlepszy dowód na istnienie jego jedynego i wielkiego. Tylko, że wcześniej ten ON był Słońcem. Dużo rozmawialiśmy o kosmosie, tym wszystkim co nas otacza. Gdzie tam miejsce na boga? Po co w tym wszystkim bóg? Zawsze po czasie okazuje się, że byłby tą kłodą u nogi, większym skomplikowaniem niż po prostu łatwiejszym rozwiązaniem…

- Nie ma żadnego boga. Też go nigdzie nie widzę.

- ?!?!?! WTF?!

- Poczekaj, aż zaczniesz mnie osądzać. Poczekaj…..

- Przecież jesteś Popem! Ty chyba też spowiadasz i mówisz ludziom o bogu?! Jak ksiądz! Czy nie?!

- Tak. Ależ oczywiście, że głoszę jego istnienie. Wiesz ale to nie tak. Tu się znalazłem, wiesz to były takie czasy…. Tutaj teraz przychodzą do mnie ludzie i ja im pomagam. Naprawdę. Nic by tutaj nie dał rady żaden ateista oficjalny. A to problem bo córka zaszła i nie wie z kim i będzie kataklizm rodzinny. Ja na to, że niech się zapoznają z ofertą wyjazdową do Czech.

- Nie mów, że im jeszcze pomogłeś!?

- Ja?! Nie. Skąd? To z datków wszystkich tutaj. Ja tylko przekazałem pieniądze.

- Pozwól, że sobie jeszcze naleję trochę whisky bo się to mi jakoś nie układa.

- No albo zobacz. Przychodzi do mnie taki jeden. Zapłakany, załamany. Mówi, że dzieciaka, swojego syna przyłapał jak się „migdolił” z tym drugim chłopcem od sąsiada. Mówi, że wstyd, mówi, że no nie, iż kundla na zbity pysk z domu wyrzucił. Ja mu na to, że sam bóg zawarł przymierze z homoseksualistami. Na znak pokoju ze wszystkimi, dosłownie ze wszystkimi postawił piękną tęczę tuż po potopie. Pamiętasz to człowieku? A co sąsiad nie widzi, tego jego duszy nie żal. Tak właśnie, wiesz…. stary się pogodził z synem. Trochę to trwało, wypiliśmy morze wódki ale w końcu dał się przekonać, że „homoś” to też dziecko boga, któremu należy się taki sam szacunek, jak każdemu innemu.

- Jesteś bardziej Chrystusem dla każdego, niż niejeden Chrześcijanin dla innego człowieka.

- Tylko widzisz….. Nie umiem dobrego wina zrobić. To jednak nie dla mnie. Wiesz… Ja zawsze nie w czasie to robiłem. Zgodnie z hipotezą opowiadaną przez wiernych Chrystusowi, koleś zginął w okrutnych męczarniach. Wolę nie być Chrystusem. Pojedziesz?

- No dobra pojadę.

——–

HOSPICJUM

- To pani wspomnienia? Dzieci?

- Eeeee. Razem.

- Była pani tam?

- Tak byłam ale co? Sama teraz. Sama. Nawet dupy nie ruszą, żeby umierającą, kaleką matkę zobaczyć przed śmiercią.

- Dużo pracują?

- Ma tą młodą i ją tam grucha. Taką ma robotę. Tyle mu życia oddałam. Chowałam, gotowałam, karmiłam, prałam, do szkoły prowadziłam, łzy ocierałam….. A teraz sama jak ten pies w kanale umieram.

- Jestem jeszcze ja! Zapominasz o mnie – Na łóżku obok nas odezwała się stara kobieta.

- Tak dwa żywe trupy w jednym pokoju. To jest pocieszenie!

- To proszę jeszcze zauważyć moją obecność. – Postanowiłem dodać pierwiastek życia na innym etapie.

- Co z tego?! Mam raka. Wożą mnie na chemię a tam się zastanawiają czy w moim wieku i stanie, warto na mnie pieniądze wydawać. Bo jeszcze im tam odejdę i pogorszę opinię, że tam tylu umiera. Zostałam sama ze śmiercią a jak czasami zaboli……. Bo one coraz częściej przychodzą……

- Takie opowieści. Żadnej śmierci nie będzie. Wyleczą panią. Pani zobaczy.

- Chłopcze…. Myślisz, że przyniosłeś tutaj jakąś nadzieję na życie? Powiesz tak i zmyjesz z siebie smród mojej śmierci? Te śmierdzące odchody, które ciebie tak oblepiają? Sam bóg jedyny wie ile tutaj pożyję ale coś czuję, że nie będą to długie lata…

- Nie boi się pani śmierci?

- Głupi jesteś?! Boję się! A jak chce mi się wyć, że to wszystko minęło i kończy się o tak! Wyć! Rozumiesz co to być w tej sytuacji!? Wyć! – Zaczęła płakać. – Tak to się właśnie kończy. Byłam taka młoda… Mama kazała mi tyłem usiąść. Miałam takie długie, grube włosy… A mama z góry na dół grzebieniem. Za nim położyła grzebień, kładła swoją rękę na mojej głowie. Jaka ona była śliczna. Ciepła. Ja tylko miałam zamknięte oczy i brałam dla siebie jej gorąc…. – Zasnęła.

- Ona jest stuknięta – Odezwała się jej sąsiadka – Bredzi o swojej matce. Długo potrafi bredzić. Za karę mnie tutaj położyli z nią. Rozumie pan. Rak z rakiem. Trup z trupem. Dwie do utylizacji. Zawsze jest o czym porozmawiać. Takie to mają wspólne tematy. Nieprawdaż?

- No wie pani – Pomyślałem: „Jak stąd teraz uciec? Może też zaśnie?”

- Czasami zastanawiam się czy istnieje bóg? Jakby nie istniał… Co by to było jakby nie istniał? Wierzy pan?

- Muszę wierzyć. Szczególnie w takich chwilach, tutaj.

- A to dobrze. Bo ja wierzę. Wątpię czasami, że może istnieć taki bóg co by na to zezwolił, żeby tak cierpieć. Po co? To jakiś zboczeniec, żeby męczyć tak ludzi?

- Nie wiem co mam powiedzieć….

- Bo mi tylko już bóg został. Tej wariatce też. Bo jakby tak nie było boga to co w takiej sytuacji?

- To bardzo dobre rozwiązanie by w takiej sytuacji bóg istniał. Też uważam, że w sumie nie ma nic w tym złego. Nie wiem co mam powiedzieć.

- Ja tak czekam, żeby zamknąć oczy i jak się obudzę to poczuć to co czułam kiedyś jak byłam dzieckiem kiedy tuliłam się do mamy. Wie pan w tym wieku… Też dawałam kiedyś taką miłość. Teraz jak ktoś się na chwilę przytuli do takiego śmierdziela jak ja… Ech. Tak czekamy na tego boga. Kocham Jezusa. To ode mnie ten nad drzwiami. Ooo. Tam – Wskazała krzyż z postacią nad framugą. – Jak tak ten bóg będzie wyglądał? Wie pan? Jak pan go widzi?

- Myślę, że byłoby to doznanie, które tutaj jedynie dotyka się w jakiejś małej namiastce ale musi nieść ze sobą informację, którą znamy z tej rzeczywistości. W końcu zostaliśmy stworzeni na jego podobieństwo. Ma pani rację. To będzie miłość i ukojenie, poczucie bezpieczeństwa jakie dawali nam nasi rodzice. Tak to by musiało wyglądać.

- Ha, ha ha! Hi hi! Uha ha ha ha!

- Uchu! Chu hu!!!! – Obudziła się ta śpiąca. Obie panie prawie płakały ze śmiechu.

- Cieszę się, że przyczyniłem się do poprawy humoru – Wstałem i zacząłem wychodzić. W drzwiach stanął mój znajomy Pop. Również pokładał się ze śmiechu. – Co jest?

- Nie nic. Ha, ha! Uhu, hu, hu! Założyłem się o eklerka, że przyprowadzę ateistę, który piękniej od tego tutaj księdza opowie o bogu! Ha, ha!

- I udało się! – Pierwsza rozmówczyni podniosła rękę jakby chciała przybić mi piątkę. Cofnąłem się ale machnęła na mnie ręką.

- Chłopie! Jak tak to dzisiaj ty stawiasz! – Nie kryłem podirytowania sytuacją. Nie robiło to jednak wrażenia na śmiejących się.

- Przyznasz, że wcale tutaj nie jest tak smutno!? No nie denerwuj się tak! Stałeś się aktorem w niezłym kawale. Ateista opowiadający o bogu……

- To fakt. Ubaw po pachy! Masz rację. Teraz mnie też to cieszy…..

NIECH MOC BĘDZIE Z WAMI!

 

*Zdjęcia z internetu

Przeniesiemy Ciebie do nowego ciała! Satysfakcja klienta gwarantowana!

Ludzkość. Potrzeby były i są matką wynalazków, wynalazki kształtowały kolejne potrzeby. Tak było w przypadku zastępowania konia pojazdami mechanicznymi. Masowy przyrost posiadaczy samochodów spowodował konieczność rozwinięcia się, powstania kolejnych branż by spełnić potrzeby wspomnianych szczęśliwców. Pojawiły się stacje benzynowe, drogi, warsztaty samochodowe, rafinerie, opony, branża ubezpieczeniowa zyskała kolejny filar swojej działalności. Dzisiaj samochód bez systemu bluetooth dzięki, któremu możemy podłączyć swoje przenośne urządzenie z tym zainstalowanym w pojeździe przez co bezpieczniej będziemy rozmawiać przez telefon niż trzymając go przy uchu podczas jazdy, czytać smsy, wygodniej korzystać z zasobów ulubionej muzyki staje się tym wybrakowanym, nie spełniającym podstawowych wymagań współczesnego kierowcy.

Być może ktoś powie dzisiaj, może już nie: „Kiedyś to się podróżowało… Wiatr we włosach, zapachy lasu, łąk, kwiatów. Dający energię chłodny wiatr dotykający twarzy….”.

Teraz drogi Czytelniku chciałbym, żebyś wyobraził sobie czasy, w których to powiedzmy nasze dzisiaj niepowtarzalne narzędzie jakim jest ciało jest tym jak najbardziej naprawialnym i powtarzalnym to w każdym możliwym detalu.

Dalej tutaj:
https://plus.google.com/u/0/106560818956576885072/posts/QoRTGs1at2e

Wybacz czytelniku ale ta blogosfera została opuszczona przez Zarządcę. Najprawdopodobniej zostanie usunięta przy najbliższej awarii. Tak samo było z Newsweekiem. Redakcja tej blogosfery nie reagowała na moje zarzuty.  Sądząc po pierwszej jej stronie stała się ona śmietnikiem.

Jako ten blogujący również w Newsweeku czuję się potraktowany jak śmieć.

Dlatego proszę o wyrozumiałość. To taki mój protest w walce o wolność słowa. No może to w tej sytuacji za duże słowa ale ktoś kogoś potraktował tutaj jak śmieci. Bezduszność instytucji?

Andrzej Wajda.

Świetna Aktorka Magda Smalara na swoim profilu „facebookowym” „podała” dalej wpis:

Mój kolega z roku, niezwykle utalentowany literacko parę dni temu w profetycznym natchnieniu z właściwą sobie lekkością i wyrafinowaniem. Przeczytajcie.

 

Robert Jarociński

7 październik o 14:42 · Warszawa, Województwo mazowieckie ·

Agenci często nam to robią – każą łazić po producentach i „się przypominać”. Nie znam aktora, który by to lubił, ale znam wielu, którzy to jednak robią. Robią to. Szukają pretekstu, idą do studia produkcyjnego, idą do tamtejszego reżysera obsad i mówią: „Dzień dobry!” I już. Koniec wizyty. W szczególnym przypadku, można dorzucić: „Mam nowe zdjęcia!”. Zrobienie sobie sesji fotograficznej uchodzi bowiem w środowisku za niezastąpiony powód odwiedzin. Dzięki naszym nowym zdjęciom, nasza żałosna wizyta, wsparta jest przynajmniej jakimś żenującym pretekstem.

Dwa razy w życiu też to zrobiłem. Złożyłem takie nieuzasadnione wizyty zupełnie nieoczekującym mnie ludziom. Powiem krótko – wolę leczenie kanałowe zęba. U dentysty przynajmniej można poprosić o znieczulenie. A znieczulenia na znieczulenie na aktorów nie ma. Jeśli kiedykolwiek – nawet incydentalnie, dorywczo czy wakacyjnie – paraliście się akwizycją, to wiecie o czym mówię. Wchodzisz gdzieś, gdzie cię nikt nie chce, z towarem, którego nikt nie potrzebuje i udajesz, że jesteś mistrzem świata. Poza ludźmi o psychopatycznym wystroju wewnętrznym, niewielu dobrze nie znosi.

Ostatnia moja próba miała miejsce z sześć – siedem lat temu. Podjeżdżam, wysiadam, wchodzę. Mijam bramki, ochronę, wbiegam na piętro, a tam – w swoim tempie i ewidentnie do tych samych drzwi, do których zmierzam – do drzwi dużego studia filmowego – zmierza także Andrzej Wajda. Wchodzimy właściwie razem; przepuszczam go w progu i ruszam pół kroku za nim. I wtedy widzę to… Widzę, jak wszystko, po kolei, zmienia swoją właściwość. Widzę, jak każda z osób w tym studiu, przerywa czynność w pół ruchu, przerywa rozmowę w pół słowa, odkłada telefon, odwraca się od kserokopiarki, odkleja się od okna, odstępuje od drugiej osoby, z którą rozmawia, odrywa się od komputera, od drzwi do których miała wejść, od klamki, którą trzymała. Wszyscy odrywają się od ziemi. Idę korytarzem studia, trzymam się pół kroku za Wajdą, żadna para oczu nawet nie omiata mnie wzrokiem, ale świat rzuca się mi się do stóp i kłania mi się w pas. Korytarz rozszerza się, biurowe jarzeniówki rozświetlają się promieniami słońca, rzeczywistość porządkuje się i dąży do doskonałości. Ludzie rozkwitają, jak pąki kwiatów na przyspieszonych klatkach, w filmach przyrodniczych.Świat jest piękny. Życie jest cudem.

Idąc za Andrzejem Wajdą, możesz mieć dwa metry wzrostu, możesz iść w kostiumie Shreka, możesz być też żyrafą, możesz kroczyć nago i machać przyrodzeniem… wszystko jedno, i tak nikt tego nie zauważy. Bardziej zniknąć się już nie da. W końcu Andrzej Wajda dociera do właściwych drzwi i wchodzi do środka. Koniec. Wraca chaos, ludzie zwijają się z kwiatów z powrotem w swoje ciasne pąki, opadają z powrotem na ziemię, wracają do kserokopiarek, telefonów, rozmów i komputerów. Życie przestaje być cudem.

Z drzwi po prawej wychodzi pani, do której przyszedłem.

- O! Dzień dobry!

- Dzień dobry! A pan… kto?

- Nikt.

PROGNOZY DLA ŚWIATA.

Ludzie, którym powiedziano a oni uwierzyli na przykład w to: zygota jest człowiekiem dlatego lepiej zamordować matkę niż pozwalać na aborcję, ludzie, którym powiedziano a oni uwierzyli w to, że smugi kondensacyjne na niebie to tak naprawdę nic innego jak „chemitrails”, iż są to smugi, które w wyniku światowego spisku Lewaków, Masonów, Żydów  wydostają się wraz ze spalinami (chyba?) z silników samolotów by nas szczepić i zabijać, albo ci, którzy wiedzą lepiej i uważają, że trzeba rozwalić od wewnątrz Unię Europejską lub ci, którzy uważają, że mgła smoleńska nie otumania ale wszystko wyjaśnia w kwestii latających Tupolewów co są tymi kombajnami od koszenia drzew oraz ci, którzy chcą wszystko rozwalać póki świat nie stanie  się tym idealnym, inni chociażby ci od ruchu anty szczepionkowego to tak naprawdę coraz większy elektorat, który jest coraz bardziej skutecznie zagospodarowywany. Tych ludzi jest coraz więcej. To w XXI wieku.

Swoisty wirus mózgu powodujący negatywne nastawienie do próby opisu rzeczywistości poprzez użycie narzędzia o wdzięcznej nazwie: „Sceptycyzm Naukowy”,  Nauki rozprzestrzenia się z zatrważającą prędkością i skutecznością. Coraz więcej ludzi na świecie jest już po prostu jak te Zombie z popularnych filmów science fiction, horrorów. Najgorsze w tym jest to, że zarażają kolejnych ludzi, chociażby proponując obejrzenie materiałów tych osobników, którzy mówią jak jest. Jak jest według nich naprawdę. Manipulacyjne materiały opanowały wszystkie media społecznościowe.

Ten wirus „Zombie” nie powstał „wczoraj”. Był współtworzony przez korporacje, które broniąc swoich interesów przy użyciu lobbystów manipulowały powołując się na ogólnie rozumianą Naukę. Politycy, często bardzo uzależnieni od tych korporacji, ten język, sprzedawanie tego wirusa podchwycili w celu osiągnięcia władzy lub/i innych korzyści.

Wielkie koncerny manipulujące badaniami naukowymi, ich efektami w celu udowodnienia na przykład, że palenie papierosów nie szkodzi zdrowiu, ludzie, którzy znaleźli się w instytucjach naukowych pragnący za wszelką cenę zdobyć sławę i na przykład ogłaszający, że wynaleźli prostą metodę zimnej fuzji, która następnie okazała się wielką mistyfikacją omijającą metody naukowe, sławne wpadki naukowców jak chociażby ta, która się przytrafiła przy okazji umieszczania na orbicie teleskopu Hubble`a, jak się okazało jednak nie tak doskonałego jak go „malowali” to i nie tylko to bardzo źle wpłynęło, wpływa na wizerunek ogólnie pojętej nauki, na publiczny, emocjonalny, negatywny odbiór jakości metody i języka tego sposobu opisu rzeczywistości.

Wpadki te lubią wykorzystywać politycy ale też ludzie, którzy chcą osiągnąć sławę, pieniądze być może działając z inspiracji polityków chociażby zakładając blogi, portale  „innych mediów” i „niezależnych” inaczej, tudzież montując filmiki i je upubliczniając.

Najbardziej przerażające jest jednak to jak łatwo tak marnej jakości intelektualnej przekaz trafia do coraz większej ilości ludzi i staje się przez nich tym akceptowalnym.

Niedawno w wyniku propagandy kłamstw Brytyjczycy podjęli decyzję o wyjściu z Unii Europejskiej.

Jak mogło tak się stać, że w XXI wieku przy tak łatwym dostępie do informacji ludzie decydują się na rozwalenie projektu, który zapewnił tutaj pokój jego uczestnikom przez ostatnie siedemdziesiąt lat?

Z pewnością wpływ na taki rozwój zdarzeń miało wiele czynników w tym na przykład:  wielkie dysproporcje w zarobkach, przeniesienie fabryk do Chin i przez to brak pracy dla tych najsłabiej się przystosowujących, nie mających takich możliwości, ostatni kryzys imigrancki.

O tym napisano i powiedziano już wiele.

Niemniej jednak uważam, że również jednym z ważniejszych czynników, tym co przygotowało grunt tutaj w Polsce ale też w Europie, USA pod tą zarazę „Zombie” to właśnie styl życia.

Głównym paliwem zasilającym ten styl życia jest alkohol i narkotyki.

Osoby mniej odporne na ich oddziaływanie mogą wpadać w pułapkę, która na wprost prowadzi do bardzo dużego ograniczenia jakości myślenia. Łatwiej stają się ofiarami manipulacji na tym powiedzmy poziomie kodowania.

Wiele badań naukowych dowiodło, że jakość naszego rozumowania zależna jest również od naszej diety. Jakość życia, jego mniejsza lub większa higiena wpływa na to jak postrzegamy świat.

Człowiek będący przez cały czas pod wpływem alkoholu lub ledwo po jego strawieniu, jego opis rzeczywistości może być coraz bardziej odbiegający od tej istniejącej.

Mózg, który poddawany jest w ten sposób torturom następnie też w wyniku mieszanek chemicznych powstałych po ustąpieniu długotrwale zażywanych używek gdzie często występują objawy odstawienia alkoholu i innych używek chociażby w postaci lęków, jego wydajność i jakoś pracy spada w znacznym stopniu.

Łatwo wtedy wpaść w pułapkę dychotomii myślenia gdzie następnie podejmuje się próby wpasowania iluzji do rzeczywistości poprzez naginanie faktów. Używanie indukcyjnego rozumowania powoduje zarażanie kolejnych ludzi wirusem „Zombie”, którzy tą manipulacyjną papkę odbierają jako prawdę objawioną. Przy tym wszystkim łatwe jest wskazanie wroga odpowiedzialnego za wszystkie niepowodzenia i nieudaczności obserwatora. Tak utrwalił się ostatnio często używany w wielu dyskusjach mityczny wróg Lewak.

Po prostu emocje zaczynają zarządzać, być tym narzędziem przy pomocy, którego ofiara „Zombie” opisuje rzeczywistość.

Oczywiście nie zamierzam tym wpisem oznajmiać i twierdzić, że na przykład wszyscy ci którzy zagłosowali na PIS, Kukiza, za Brexitem to ludzie, którzy w bardzo dużej skali mają problemy z alkoholem oraz tym samym, że znalazłem źródło problemu niemniej jednak, zdecydowana ich większość (mam na myśli własne obserwacje) wyraźnie ma problem z jakością rozumowania. Myślenie lateralne jest im prawie obce.

Zostali oni zagospodarowani przez partie powiedzmy dogmatu nacjonalistycznej strony życia.

Jakie są Twoje obserwacje?

Skrajne emocje nie pomagają w logicznym myśleniu.

Moim zdaniem postawy te u osób podatnych mogą być również generowane (w połączeniu lub nie z alkoholem) poprzez „śmietnikową” dietę, lekarstwa. To przecież styl życia chyba większości społeczeństw ogólnie pojętego zachodu.

Nie neguję również innych zjawisk, procesów, które wiemy, że wpływają na nasz opis świata.

Czytałem o badaniu, w którym udowadniano, że postawy radykalizują się wraz z wiekiem.

U nastolatków 17 i wzwyż, chłopców sposób myślenia oparty na emocjach często wygrywa z tym racjonalnym.

Ostatnie, kolejne świetne specjalne wydanie Scientific American zostało poświęcone przewidywaniu przyszłości, która będzie nas dotyczyć bezpośrednio. Prognozy Dla Świata.

Obok artykułów o odziaływaniach: Jana Zalasiewicza „Ludzki ślad na Ziemi”,  Katie Peek „Jak zmieni nas klimat?”, Mary Hvistendahl „Komu się powiedzie, a kto przegra?” Angusa Deatona „Czy społeczne dysproporcje zabiją demokrację?”, Billa Grifforda „Czy pokonamy starość?”,  Hillary Rosner „Czy gdyby to było możliwe, chcielibyśmy żyć wiecznie?”,  Davida Grinspoona „Czy uda nam się uniknąć wymarcia?”, by w końcu przeczytać :D artykuł Kima Stanleya Robinsona „Czy powinnyśmy ufać naszym własnym prognozom?” jest również ten, który pozwolę sobie właśnie z tego źródła przepisać. Bardzo oddaje rzeczywistość w gruncie rzeczy nie tylko tą amerykańską ale również naszą:

„TE TWEETY MÓWIĄ SAME ZA SIEBIE”

Obecne wybory prezydenckie w USA pokazują, jak bardzo zdegenerowała się debata polityczna, odchodząc od fundamentów, na których powstał naród amerykański, czyli tego, że należy dążyć do prawdy i opierać się na dowodach.

- Jeśli teoria jest niezgodna z eksperymentem, to znaczy, że jest błędna – Richard Feynman

Cztery lata temu na tych łamach pisarz Shawn Otto ostrzegał naszych czytelników przed niebezpiecznym zjawiskiem narastania antynaukowego nurtu w amerykańskiej polityce. „Poprzez odwodzenie opinii publicznej od antyautorytarnych wartości wyznawanych przez twórców naszego kraju, nowy naukowy denializm stwarza kryzys egzystencjalny, jakich niewiele było w naszej przeszłości”.

Otto napisał te słowa podczas gorączki ówczesnego prezydenckiego wyścigu do Białego Domu, który dziś wydaje się sielanką w porównaniu z tym, co obserwujemy obecnie. Jeden z dwóch głównych kandydatów partyjnych na najwyższy urząd w państwie, aby dowieść swojej racji, wielokrotnie i donośnie demonstrował lekceważący, a nawet nieskrywanie pogardliwy, stosunek do nauki. Donald Trump ujawnił także autorytarną skłonność do używania argumentów politycznych polegających na kwestionowaniu prawdy oraz na umacnianiu kultu swojej osoby.

Amerykanie zawsze byli dumni ze swej umiejętności widzenia świata takim, jaki jest, a nie jakim widzi go ktoś inny, lub też takim, w jaki chce wierzyć większość ludzi. W jednej z najważniejszych fraz w historii literatury amerykańskiej Huck Finn mówi: „Spróbowałem. I okazało się, że to nieprawda”

Szacunek dla dowodów jest nie tylko częścią naszego narodowego charakteru. Jest też samym rdzeniem amerykańskiego demokratycznego sposobu rządzenia. Gdy ojcowie założyciele, wśród nich Benjamin Franklin, naukowiec i wynalazca, formułowali najważniejszy wers w Deklaracji Niepodległości brzmiący: „Uważamy  następujące prawdy za oczywiste”, chcieli wzmocnić fundamenty młodego narodu, nadając priorytet rozumowaniu opartemu na dowodzeniu.

Rolą Scientific American nie jest wspieranie konkretnych kandydatów politycznych. Ale naszą powinnością jest zajmowanie stanowiska w obronie nauki – najpewniejszej drogi do obiektywnej prawdy, jaką zna ludzkość – oraz w obronie wartości oświeceniowych, które dały nauce początek. Od ponad 170 lat dokumentujemy rozwój nauki i techniki oraz ich wpływ -dobry i zły – na Amerykę i świat. Jako reporterzy, pisarze i redaktorzy staramy się promować i umacniać zasadę, że decyzje podejmować w sferze publicznej powinny być zgodne z konkluzjami, których prawdziwość została potwierdzona dowodami, zbieranymi w zgodzie z duchem i metodami nauki.

Dla nikogo, kto nawet pobieżnie interesuje się polityką, nie jest zaskoczeniem, że od paru dekad fakty stają się coraz mniej cenionym towarem. Wielu polityków, z obu stron sceny politycznej, przejawia wrogość do nauki. Komisja Izby Reprezentantów ds. Nauki, Przestrzeni Kosmicznej i Techniki rutynowo wtrąca się w różne drobne kwestie związane z finansowaniem badań naukowych wyłącznie po to, by zbierać polityczne punkty. Nauka nie odegrała tak kluczowej roli, jak powinna w debatach na temat znakowania żywności genetycznie zmodyfikowanej, eutanazji czy też kwestii energetycznych, by wymienić kilka przykładów.

Niemniej jednak obecny wyścig prezydencki jest czymś szczególnym. Wprowadza antynaukę na terytoria, na których wcześniej nie była obecna. Gdy główny kandydat republikański na prezydenta pisze w tweedzie, że globalne ocieplenie jest chińskim spiskiem, gdy grozi rozmontowaniem porozumienia klimatycznego obowiązującego od 20 lat, zapowiada zlikwidowanie agencji nadzorującej przepisy chroniące czyste powietrze i wodę oraz z pasją opowiada o tym, jak to szczepionki mogą być przyczyną autyzmu, co lata temu zostało obalone, możemy mieć tylko nadzieję, że dalej już nie można się posunąć.

W październiku, tak jak cztery lata temu, zbierzemy a potem opublikujemy odpowiedzi udzielane podczas kampanii na stronie Scientific Amercican kandydatów nominowanych przez Demokratów i Republikanów odnoszące się do kwestii politycznych dotykających nauki, techniki i zdrowia publicznego. Będziemy też wspierali ScienceDebate.org w wysiłkach mających na celu przekonanie moderatorów debat prezydenckich, żeby zadawali kandydatom ważne pytania związane z nauką. Zachęcamy liderów politycznych, aby słowem i czynem dowiedli, że poważają naukę. I będziemy nakłaniali wyborców, by trzymali się tego standardu.”

 

Jakiś czas temu oglądałem wraz z moją kochaną Żoną film pod tytułem „Interstellar” w reżyserii Christophera Nolana.

 Zdjęcie z filmu Interstellar.

Naukowcy w ukryciu przed światem prowadzili badania, wysyłali misje w celu znalezienia nowej Ziemi.

Ta, na której ukrywali się umierała. Klimat, zarazy powodowały coraz większe problemy z wyżywieniem ludzkości.

Pyły unoszące się w powietrzu doprowadzały do wielu chorób w tym oczywiście płuc.

Ziemia stawała się coraz bardziej tą nieprzyjazną dla życia.

Jedna ze scen odbywa się na zapleczu szkoły, chyba w gabinecie dyrektora. Wezwany główny bohater jako ten należący do mniejszości musiał się skonfrontować z zarzutem, że jego syn „obnosi” się wiedzą na temat lądowania człowieka na Księżycu co jest przecież oczywistym absurdem, niemalże teorią spiskową gdyż nigdy takowe się nie wydarzyło, a była jedynie taka mistyfikacja, która powstała w wyniku walki politycznej.

Osoba odpowiedzialna za edukację dzieci uważała, że lądowanie człowieka na Księżycu było fałszem.

Jak oglądałem ten film nie miałem pojęcia jak blisko jesteśmy tego, żeby znaleźć się w tym samym tragicznym położeniu co bohaterowie tego filmu.

W związku z ignorancją rządzących, polityków i przekonaniu totalnej większości ludzkości, że nauka jest wrogiem ludzkości a jej odkrycia i wzywania do poszanowania tej planety to spiski wrogich mocarstw doprowadzimy do katastrofy ekologicznej.

Do samozagłady ludzkości doprowadzamy my sami. Ludzie. Winnymi niepowodzeń świata stają się naukowcy, ludzie, którzy sympatyzowali i sami w życiu stosowali sposób rozumowania zgodny z tym naukowym.

Jak duży dystans mamy do pokonania, żeby znaleźć się w podobnej sytuacji jak bohaterowie tego filmu?

Dziesięć, Piętnaście, Dwadzieścia lat?

Jeden z moich emocjonalnych wpisów, który nazwałem w pewnym momencie „roastem” (dla złagodzenia przekazu), którym tak naprawdę nie był, dotyczył polityków, sławnego Redaktora po tej tak zwanej bardziej racjonalnej stronie.

Kto jak nie Oni mogą wygrać walkę o przyszłość tego kraju? W szerszej skali o przetrwanie naszego gatunku? To Oni są odpowiedzialni za to gdzie się znaleźliśmy. Ich oddziaływanie nie było tym małym, niezauważalnym dla całego układu współzależności międzyludzkich. Od możliwości samo naprawy, jakości ich pracy dzisiaj zależy nasza przyszłość.

Tak, tak. Od nas też.

Patrząc na komisję obłędu smoleńskiego, mającą ponoć coś wyjaśnić nie można mieć złudzeń gdzie obecnie rządzący mają naukę. Jaką rolę dla niej przewidują.

Starałem się patrzeć na świat oczami mojego Synka poprzez pryzmat moich marzeń.

Jeszcze nie tak dawno to ja mu zazdrościłem. Za jakieś czterdzieści lat, być może, mało prawdopodobne ale, może będę jeszcze istniał, może uda się jeszcze coś napisać na blogu. Kto wie? Może coś tutaj nowego Szanowny Czytelniku zechcesz i będziesz mógł przeczytać? Wątpię, że dam radę ale zapraszam :D

Za pięćdziesiąt lat jest bardzo, bardzo wysokie prawdopodobieństwo, że nie będę żył.

W tamtym czasie mój Synek mógłby żyć pełnią życia ciesząc się z osiągnięć ludzkości. Brać z nich pełnymi garściami,  może fundując swojej żonie romantyczną randkę na Marsie?

Dzisiaj uważam, że istnieje wysokie ryzyko, iż jak stanie nad moim grobem to On będzie mi zazdrościć tego jakiego miałem fuksa żyjąc przed nim. Jak spędziłem to swoje życie.

W może nie najczystszej ale nadającej się do pływania wodzie, przybywając dużo na świeżym powietrzu, jedząc pożywienie, które było tym urozmaiconym, gdzieś na środku łąk przez czyste niebo oglądając gwiazdy i nie tłumacząc się potem nikomu, że się je nazwało gwiazdami a nie stopami aniołków….

Defektacja.

 

- Stworzyłeś urządzenie, które w wyniku wad przestało działać po czasokresie, który nad wyraz uważałeś, że będzie znacznie dłuższy. To nie jest wina urządzenia, konkurencji. To twoja wina. Teraz przyszedł czas na naprawę a jak mogłeś się wcześniej przekonać przy innych urządzeniach defektacja elementów konstrukcyjnych jest najbardziej czasochłonnym ale też najtrudniejszym z psychicznego punktu widzenia etapem procesu naprawczego. Dowiesz się o tym jak byłeś głupi, ile błędów popełniłeś. Niemniej jednak jest to niezbędna czynność by przywrócić działanie tej, muszę przyznać jedynej w swoim rodzaju maszyny. Każdy element z należytą dokładnością wyciągnij tak aby nie uszkodzić tego co pozostaje. To prawda, że czasami większe elementy sprawią wiele trudu. Łatwiej jest wtedy gdy demontażu dokonuje się nie w celu odtworzeniowym a jedynie destrukcyjnym. Tutaj chirurgiczna precyzja przy materii nadzwyczaj opornej na twoją siłę jest niezbędna jeżeli nie chcesz go zniszczyć.

- Ważna jednak jest marka. Nie chcę by konkurencja wiedziała, że mam takie problemy.

- Cha! Cha, cha, cha! Teraz!? Gdy to wszystko się na oczach tylu rozsypało? Co ty jeszcze chcesz ukryć? Chcesz kłamać, że to urządzenie nie rozsypało się ale jego uszkodzone części teleportowały się na koniec wszechświata w wyniku tajnego eksperymentu i dlatego wyświetliły się te numery awarii? Szczerze? Słabe to, słabe. Nadszedł czas, żebyś zaczął pokonywać inną drogę, której kolejny początek sam sobie wytyczyłeś. Popełniłeś błędy i stworzyłeś ty, nie twoja konkurencja, ty stworzyłeś wady, które unieruchomiły to urządzenie. Dzisiaj widzisz siebie jako przegranego. Inne urządzenia, nie twoje działają a ich konstruktorzy rozłożyli żagle, które są sycone energią powstałą z chemii wlewanej w nie z ich zwycięstw oraz niechybnie z twojej porażki. Każdy twój krok w kierunku szczytu twoich marzeń będzie tą energię im odbierał. Im rzetelniejsza będzie ta podróż i wypełniona większą ilością szczegółów tym zwycięstwo będzie pewniejsze a energia zgromadzona z tej chemii będzie przez ciebie rzetelniej wydatkowana. Bardziej ekonomicznie. Wyciągnąłeś wszystko?

- Tak mistrzu.

- Teraz oczyść wszystko z płynów dokładnie. Każdy milimetr powierzchni. Zobacz, że dotykając ich dowiadujesz się coraz więcej o tym co stworzyłeś. Widzisz tutaj?!

- Tak mistrzu.

- Spieszyłeś się. Wiedziałeś, że jak je uruchomisz będą oklaski i triumf na ciebie spłynie. Przyspieszyłeś i zacząłeś wkładać bez przymiarki do tego wgrywać aplikacje nie do końca sprawdzone. Skróty. Już widziałeś siebie zrywającego owoce powstałe w wyniku stworzenia dzieła. Zamiast je dopieszczać opuściłeś je i zacząłeś żyć triumfem. Tu patrz głąbie!

- To długo działało !

- Za krótko. Zobacz co narobiłeś gdy się rozleciało! Pamiętaj, że to ty robiłeś. Tylko ty. Teraz zauważyłeś swoje niedoskonałości?

- Tak ale….

- Jak wszystko oczyściłeś weź przyrządy pomiarowe. Zmierzymy to co zostało tak niedoskonale zrobione. Co się tak szybko wyrobiło i zaczęło niszczyć kolejne elementy. O tu widać pogardę konstruktora dla rzeczywistości!

- Tak mistrzu. To moja wina.

- A czyja jak nie twoja!? Wróć do obliczeń. Gdzie został popełniony błąd? Zaczęło się rozlatywać właśnie tutaj.

- Chyba już wiem mistrzu co poszło nie tak.

- Tak?

- To moja pycha i przekonanie o mojej wielkości.

- To popraw i się nie maż. Do roboty! Policzyłeś? To wykonaj ten element prawidłowo. Każdy szczegół, powoli. Praca, praca, praca. Przerwij wtedy gdy będziesz uważał, że jest to idealne.

- Będzie wtedy idealne?

- A ty jesteś idealny!? Nie! Nigdy nie będzie idealne. Mamy jednak szanse tworzyć rzeczy, które są pozbawione jak największej ilości wad. O widzisz? Jak zrobisz lżejsze to nie będzie tak obciążało tego. Z drugiej strony lżejsze nie może być bo się szybko rozleci. Lepiej by było trochę cięższe ale o! Nie więcej! Teraz będzie to obciążało ten element więcej niż trzeba ale summa summarum chyba znaleźliśmy złoty środek. Pamiętaj jaką to ma wadę ale lepiej się nie da. Przy przeglądach należy zwrócić szczególną uwagę właśnie tutaj….. Dobrze… Złożyłeś. Przed uruchomieniem posprzątaj wszystko dokładnie. Rozruch musi być rozpoczęty bez zbędnych okoliczności. Prawdziwego mistrza poznaje się po tym jak szanuje swoje miejsce pracy.

- Spędziliśmy razem wiele godzin. Czas rozpocząć nową drogę. To urządzenie powinno przynieść tobie wiele szczęścia. Tobie i wszystkim, którzy będą mieli okazję na interakcję z nim. Teraz jest to nowa jakość. Tak przemyślana i udoskonalona. Wyrzuciliśmy z niego zbędności, wyrzuciliśmy powody wcześniejszej krytyki.

Mężczyźni w białych fartuchach odsunęli się od stołu. Młodszy nacisnął przycisk. Po kilkunastu sekundach otworzyła oczy. Usiadła. Piękna dziewczyna spojrzała na stojących naprzeciw niej mężczyzn.

- Cześć! Jestem.

- Witamy! Test. Jak się nazywasz?

- Nadzieja.

Wqwiłem się i oberwie się każdemu.

 

POPRZEDNI WPIS KIBEL BLOG.PL POD TYM WPISEM

Redaktorowi Lisowi, Millerowi, Zanbergowi i innym, którzy ponoć są po tej bardziej racjonalnej stronie niż wyznawcy obłędu smoleńskiego.

Jak ja mam wierzyć w to, że jeszcze kiedyś w tym kraju będzie normalnie? To znaczy, że będzie nadzieja, iż coś pójdzie we właściwym kierunku? Po co mam marnować w tym kraju kolejne najlepsze lata w moim życiu podczas, których albo ustawię sobie życie na emeryturze lub skończę jak większa część tej bandy nieudaczników, która głosuje na takiej coś jak PIS?

Na barykadach wojny o wolność słowa widuję w necie Redaktora Lisa, który po raz pierwszy podpadł mi kiedyś w poranku TOKFM powtarzając kłamstwo solidarnościowe dotyczące tego, iż są dowody na to, że przed wprowadzeniem stanu wyjątkowego Jaruzelski wiedział o tym, że armia ZSRR nie będzie w Polsce interweniowała co można odczytać na podobnym poziomie intelektualnym jak zapewnienie, że ZSRR sama w naszym imieniu wysłałaby do USA prośbę by Polskę przyłączyć do NATO w 1980r. !

Potem w imię walki o wolność słowa zlikwidował blogosferę Newsweeka. Odbyło się to na poziomie godnym prlowskiego urzędnika otóż najpierw Pracownica tej blogosfery okłamała Blogerów, że trwają prace nad poprawą jakości tejże, że w przyszłości Blogerzy będą mogli nawet zarabiać pieniądze by w końcu przestać łgać i oświadczyć, że jesteśmy wyrzucani na śmietnik pod fajnie brzmiącym szyldem „Blog.pl” .   ……….

Cały wpis  kliknij tutaj